Odkąd prowadzę Zasypiamy.pl, to pytanie pojawia się regularnie. I dobrze — bo oznacza, że rodzice nie działają na ślepo, tylko chcą wiedzieć czy nauka samodzielnego zasypiania może dziecku zaszkodzić.
Opinii, jak pewnie wiecie, jest bardzo wiele. Dramatycznych wpisów, zachęt do opowiadania się po konkretnej stronie i wprowadzania poczucia winy u rodziców – jeszcze więcej.
Dlatego, żeby odpowiedzieć na to pytanie, sięgnijmy do badań. Przedstawię Wam kilka z nich, każde opiekujące ten temat w trochę inny sposób.
Zanim zacznę — słowo o metodologii
Żeby odpowiedzieć na pytanie, czy nauka snu szkodzi, naukowcy muszą zaprojektować badania, które to faktycznie zmierzą. Nie wystarczy zapytać rodziców, czy są zadowoleni.
Potrzeba randomizowanych badań kontrolowanych (RCT) — takich, w których część rodzin stosuje interwencję senną, a część nie, a potem przez długi czas obserwuje się dzieci i sprawdza konkretne wskaźniki: zachowanie, zdrowie psychiczne, jakość więzi, poziom hormonów stresu. Taki typ badań to “złoty standard” w ocenie skuteczności i bezpieczeństwa.
Badanie pierwsze — czy nauka samodzielnego zasypiania w ogóle działa i czy nie szkodzi?
Zaczniemy od początku. Harriet Hiscock i Melissa Wake przeprowadziły w Australii jedno z pierwszych dużych randomizowanych badań. Opublikowały je w 2002 roku w British Medical Journal (BMJ).
Do badania zaprosiły mamy niemowląt w wieku 6–12 miesięcy, które zgłaszały problemy ze snem dziecka. Część z nich — losowo wybrana — dostała konkretne wsparcie: konsultacje z pielęgniarką środowiskową i instrukcje dotyczące dwóch metod.
Pierwsza to controlled crying — stopniowe wydłużanie czasu odpowiedzi na płacz. Druga to camping out — rodzic przez kilka nocy stopniowo oddala się z pokoju, aż dziecko uczy się zasypiać samo. Pozostałe mamy tworzyły grupę kontrolną, bez żadnej interwencji. Obserwowano wszystkie grupy – po dwóch i czterech miesiącach od startu badania.
(W różnych badaniach ta sama metoda bywa nazywana różnie — płacz kontrolowany (controlled crying), uspokajanie kontrolowane (controlled comforting) lub stopniowe wygaszanie (graduated extinction). Wszystkie te nazwy opisują to samo podejście: rodzic zagląda do dziecka w coraz dłuższych odstępach, krótko je uspokaja i wychodzi z pokoju.)
Co się okazało? Sen niemowląt w grupie interwencyjnej poprawił się istotnie. Ale co mnie zawsze cieszy, gdy to czytam — poprawiło się też samopoczucie mam. Objawy depresji (mierzone kwestionariuszami) były wyraźnie niższe niż w grupie kontrolnej. Negatywnych skutków dla dzieci badaczki nie odnotowały.
Warto wiedzieć, że próba obejmowała 156 rodzin, a obserwacja trwała tylko cztery miesiące. To dobry punkt startowy, ale nasuwa się pytanie o długofalowe skutki.
Badanie drugie — duża skala i dłuższa obserwacja
Kilka lat później ten sam australijski zespół pod kierownictwem Harriet Hiscock przeprowadził badanie na znacznie większą skalę. Wyniki opublikowano w 2007 roku w Archives of Disease in Childhood.
Tym razem było to randomizowane badanie klastrowe obejmujące 692 rodziny z sześciu rejonów Australii — łącznie 49 centrów pielęgniarskich. Dzieci zapisywano do badania w wieku 7–8 miesięcy, a interwencja odbywała się, gdy maluch miał 8–10 miesięcy. Pielęgniarki środowiskowe, specjalnie przeszkolone, przekazywały rodzicom wiedzę i pomagały wdrożyć te same dwie metody co w poprzednim badaniu — controlled crying i camping out.
Badanie to, prowadzone pod nazwą Infant Sleep Study, stało się podstawą dla kolejnych wieloletnich obserwacji tych samych rodzin.
Jakie były wyniki przy wizytach kontrolnych, gdy dzieci miały 10 i 12 miesięcy? Mniej problemów ze snem w grupie interwencyjnej, mniej objawów depresji u mam, brak negatywnych skutków dla dzieci. Ale wciąż brakowało odpowiedzi na kluczowe pytanie: a co będzie działo się z tymi dziećmi za kilka lat?
Badanie trzecie — dalsza obserwacja: te same rodziny dwa i sześć lat później
To nie są nowe, osobne badania — to dalsza obserwacja tych samych 692 rodzin z Infant Sleep Study. Warto o tym pamiętać czytając wyniki.
Po dwóch latach — w 2008 roku — Hiscock i wsp. sprawdzili, jak mają się te dzieci (skończyły 2 lata) i ich mamy. Wyniki: utrzymujące się pozytywne efekty dla zdrowia psychicznego mam i brak negatywnych skutków dla zdrowia dzieci ani dla więzi matek z dziećmi.
Po sześciu latach — w 2012 roku — Price, Wake, Ukoumunne i Hiscock opublikowali wyniki kolejnej obserwacji pod nazwą Kids Sleep Study. Do tej fazy dotarło 326 dzieci (173 z grupy interwencyjnej, 153 z grupy kontrolnej), które miały wówczas średnio 6 lat. Mierzono:
- zachowanie i problemy emocjonalne dziecka
- sen
- jakość życia
- poranny i wieczorny kortyzol jako biologiczny marker stresu
- przywiązanie dziecka do rodzica
- zdrowie psychiczne mamy
- styl rodzicielstwa
Wyniki w wieku 6 lat: grupy interwencyjna i kontrolna były podobne we wszystkich zbadanych obszarach.
Przypomnę, że badane metody to płacz kontrolowany (controlled crying) i metoda stopniowego oddalania się z pokoju (camping out). To właśnie o nich autorzy piszą w podsumowaniu:
„Behawioralne techniki snu nie spowodowały długotrwałych szkód ani korzyści dla dziecka, relacji dziecko–rodzic ani zdrowia mamy. Rodzice i specjaliści mogą bez obaw stosować te metody.”
(cytat oryginalny: „Behavioral sleep techniques did not cause long-lasting harms or benefits to child, child-parent, or maternal outcomes. Parents and health professionals can feel comfortable about using these techniques to reduce the population burden of infant sleep problems and maternal depression.”)
Badanie czwarte — kortyzol i więź
A co z kortyzolem?
Właśnie na to pytanie w 2016 roku odpowiedzieli Gradisar i wsp. Badanie — randomizowane, kontrolowane — przeprowadzono również w Australii. 43 niemowlęta w wieku 6–16 miesięcy zostały losowo przydzielone do jednej z trzech grup:
- Stopniowe wygaszanie (graduated extinction, n=14) — wydłużanie czasu odpowiedzi na płacz w stopniowanych odstępach.
- Stopniowe przesuwanie pory zasypiania (bedtime fading, n=15) — przesuwanie pory snu połączone z przewidywalnym rytuałem zasypiania.
- Grupa kontrolna (n=14) — tylko edukacja o śnie, bez zmian w podejściu.
Przez tydzień i miesiąc po interwencji mierzono kortyzol ze śliny – rano i po południu. Dwanaście miesięcy po interwencji oceniano bezpieczeństwo przywiązania testem Strange Situation Procedure — uznaną metodą badania więzi dziecko–rodzic. Sprawdzano też reaktywność emocjonalną dzieci i poziom stresu u mam.
Wyniki: kortyzol u dzieci z grup interwencyjnych nie różnił się istotnie od grupy kontrolnej. Przywiązanie — bez różnic między grupami. Reaktywność emocjonalna — bez różnic. Sen poprawił się istotnie w obu grupach interwencyjnych — w grupie kontrolnej, która otrzymała tylko edukację o śnie, takiej poprawy nie zaobserwowano. Stres mam był wyraźnie niższy w grupach interwencyjnych niż w kontrolnej.
Autorzy podsumowują ostrożnie, ale jednoznacznie: ich wyniki wraz z badaniem Price i wsp. tworzą wstępną bazę dowodową sugerującą, że wprowadzone metody snu pomagają dzieciom spać — i nie prowadzą do późniejszych problemów emocjonalnych ani do niepewnego przywiązania.
Ważna uwaga, którą sami zaznaczają autorzy: próba 43 niemowląt jest mała, co ogranicza możliwość szerokich uogólnień. Mimo to bezpośredni pomiar kortyzolu i przywiązania dostarcza danych, których trudno szukać w samych relacjach rodziców.
Czego te badania nie mówią
Zależy mi na tym, żebyście wychodzili stąd z pełnym obrazem.
Wszystkie opisane badania przeprowadzono w Australii — i choć to kraj dobrze przebadany, kontekst kulturowy, dostęp do pielęgniarek środowiskowych i sposób wdrażania metod mogą się różnić od polskich realiów.
Żadne z badań nie dotyczy skrajnej metody CIO (cry it out — zostawianie dziecka bez żadnej reakcji rodzica). Wszystkie skupiają się na nieco łagodniejszych i po prostu łagodniejszych podejściach z aktywnym udziałem rodzica — a to rozróżnienie w internetowych dyskusjach bardzo często ginie, ponieważ do jednego worka wrzuca się wszystkie metody samodzielnego zasypiania.
I co w związku z tym
Patrząc na te badania razem, widać kilka spójnych wniosków.
Po pierwsze: nie odnotowano negatywnych skutków — ani krótkoterminowych, ani długoterminowych. Żadne z badań nie wykazało, że nauka samodzielnego zasypiania doprowadziła do pogorszenia zdrowia dziecka, problemów z zachowaniem, obniżenia poczucia bezpieczeństwa w relacji z rodzicem czy do podwyższenia kortyzolu. Dotyczy to zarówno efektów mierzonych bezpośrednio po interwencji, jak i ocenianych po czterech miesiącach, roku i sześciu latach.
Po drugie: każde z badań, niezależnie od siebie, pokazało ten sam kierunek wyników. We wszystkich grupach interwencyjnych sen dzieci poprawił się wyraźnie — w grupach kontrolnych takiej zmiany nie odnotowano. W trzech z czterech badań poprawiło się też zdrowie psychiczne mam.
Po trzecie: te wnioski dotyczą konkretnych metod — z responsywnym rodzicem, który jest obecny i towarzyszy dziecku w nauce nowej umiejętności.
Nauka snu to temat, w którym emocje bardzo łatwo biorą górę nad faktami — i mam nadzieję, że ten artykuł daje Wam solidną podstawę do podjęcia własnych decyzji.
Słodkich snów,
Weronika
Źródła
- Hiscock H., Wake M. (2002). Randomised controlled trial of behavioural infant sleep intervention to improve infant sleep and maternal mood. BMJ, 324(7345), 1062.
- Hiscock H., Bayer J., Gold L., Hampton A., Ukoumunne O.C., Wake M. (2007). Improving infant sleep and maternal mental health: a cluster randomised trial. Archives of Disease in Childhood, 92(11), 952–958.
- Hiscock H., Bayer J.K., Hampton A., Ukoumunne O.C., Wake M. (2008). Long-term mother and child mental health effects of a population-based infant sleep intervention: cluster-randomized, controlled trial. Pediatrics, 122(3), e621–e627.
- Price A.M.H., Wake M., Ukoumunne O.C., Hiscock H. (2012). Five-year follow-up of harms and benefits of behavioral infant sleep intervention: randomized trial. Pediatrics, 130(4), 643–651.
- Gradisar M., Jackson K., Spurrier N.J., Gibson J., Whitham J., Williams A.S., Dolby R., Kennaway D.J. (2016). Behavioral interventions for infant sleep problems: a randomized controlled trial. Pediatrics, 137(6), e20151486.

