Jakie są metody usypiania dzieci?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Metody usypiania (1)

Tym razem postanowiłam przybliżyć Wam różne metody usypiania dzieci. Pokażę Wam, na czym polegają i czym się różnią. Jesteście ciekawi? To zapraszam do lektury 🙂

 
 

Na początek stworzyłam coś w rodzaju mapy myśli, dotyczącej metod usypiania. Przedstawiłam na niej swój podział metod i pewne słowa klucze, które mogą się z nimi kojarzyć. Wszystko po to, żeby łatwiej Wam było się odnaleźć.

 

schemat metod usypiania

 

metody usypiania – mapa myśli

Jak widzicie opcji jest sporo, a dość często powstają kolejne “wariacje”. Według mnie można te metody podzielić na pewne nurty, w granicach których powstają ich modyfikacje.

 

 

Zacznę od tych najbardziej kontrowersyjnych

 

Na jednym krańcu skali są metody nazwane przeze mnie Ferberyzującymi (od Ferbera :)). Pewnie słyszeliście o wypłakiwaniu (cry-it-out)? Metodzie 3-5-7? Wychodzeniu z pokoju i wracaniu w określonych odstępach czasu? Są też wariacje zakładające rzadsze wracanie do pokoju lub nie wracanie do niego w ogóle (po odłożeniu dziecka do łóżeczka).

 

A może chcielibyście sami wyrobić sobie zdanie i dowiedzieć się, po prostu, na czym dokładnie polegają owe metody? Wtedy zapraszam do moich poprzednich postów. O Ferberze pisałam tutaj i tutaj, a o Ginie Ford i jej wypłakiwaniu tutaj. Podobne podejście reprezentuje Suzy Giordano, o jej propozycjach pisałam tutaj.

 

Metody te zwie się wypłakiwaniem nie bez powodu – dzieci zazwyczaj wtedy płaczą. W związku ze swoją kontrowersyjnością, jest wiele badań wokół tej metody. Niektóre zapewniają, że płacz nie niszczy więzi między rodzicami, a dzieckiem. Inne z kolei utrzymują, że zagraża jego rozwojowi emocjonalnemu.

 

Rodzi się oczywiście pytanie – kto zatem ma rację? Czy Richard Ferber, lekarz, dyrektor Centrum Zaburzeń Snu w Szpitalu dziecięcym w Bostonie (USA), badający sen od ponad 30 lat? Czy jednak psycholodzy, z których część bazuje na teorii przywiązania Johna Bowlby’iego? W kolejnym poście postaram się Wam przytoczyć argumenty obu stron.

 

A może znacie osoby, które próbowały stosować tę metodę? Ja znam całkiem sporo próbujących – z różnymi efektami. Dla części okazało się to za trudne. Ale nie dla mojej cioci Dany, której już dorosła córka Ania (30) i dorosły syn Piotr (27) byli w ten sposób uczeni zasypiania. I zajęło im to 3 dni, a później już nigdy nie było problemów ze snem. Ania i Piotr są zupełnie normalnymi ludźmi, zakładają już swoje rodziny. Nie wyglądają na skrzywdzonych emocjonalnie, zupełnie. Jednak to jedyny przypadek, który znam i mogłam obserwować przez lata – bo nasze mamy się przyjaźnią i znamy się od zawsze.

 

Jednak nie na pojedynczych przypadkach będziemy formułować swoje opinie – dlatego niebawem post o badaniach i o tym, co z nich wynika. Powiem tylko, że naprawdę są 2 strony barykady. Pewnie jak zawsze.

 

 

Z metod Ferberyzujących wydzieliłam Tracy Hogg

 

Być może niesłusznie, bo część ekspertów zalicza ją do autorów promujących wypłakiwanie. Dlaczego? Ponieważ Zaklinaczka Dzieci w pewnym momencie proponuje, żeby najpierw odczekać 3 serie płaczu, zanim podejmie się jakieś działania.

 

Jeśli czytaliście książki Tracy Hogg, to wiecie, że są dość konkretne. Jej metody mówią w miarę dokładnie, co i kiedy i jak należy zrobić. Podnieść, odłożyć. Poklepać. Opisywałam je dokładnie na moim starym blogu – zainteresowanych odsyłam tu i tu.

 

Jest bardzo wielu rodziców, którzy zastosowali wskazówki Tracy Hogg i udało im się nauczyć swoje dzieci samodzielnego zasypiania. Ja próbowałam z pierwszym synem, Michałem – od którego zaczęła się cała moja historia z usypianiem – i zrezygnowałam drugiego dnia. Dlaczego? To nie było dla mnie. Ale, ale – nie jestem z tych, którzy wiedzą wszystko i przyjmuję fakt, że rodzice mają różne wizje rodzicielstwa i różne opinie. Dlatego nie krytykuję innego podejścia. Oceńcie je sami.

 

 

Czas na metody łagodne

 

Ich jest całkiem sporo. Niektórzy pewnie nie zgodzą się ze mną, że są one łagodne. Ale cóż zrobić, ilu ludzi, tyle opinii. Podstawową częścią wspólną tych metod jest fakt, że nie zakładają one pozostawiania płaczącego dziecka samego w pokoju.

 

Jedną z autorek promujących łagodne podejście do usypiania dzieci jest Elizabeth Pantley. Pisałam o jej metodzie tutaj i tutaj.

 

Metody łagodne to też np. stopniowe wycofywanie się z pokoju dziecka, czy przesuwanie pory kładzenia spać o 10-15 minut. Dla starszaków jest to np. metoda polegająca na kończeniu rytuału usypiania słowami: “Chciałabym teraz iść wstawić pranie, ale wrócę do Ciebie, jak tylko to zrobię” i oczywiście wracaniu, itp. Wariacji jest naprawdę sporo.

 

Jedną z ciekawszych książek, jaką czytałam o śnie, jest książka Jiriny Prekop. To “Gdy dziecko nie chce spać”, wydane przez wydawnictwo WAM. Jest to tak dobra i mądra książka, że zdecydowanie zasługuje na osobny post. Dlatego niebawem się on ukaże. Jirina Prekop również proponuje łagodne podejście do usypiania dzieci, bazujące głównie na rytmie, owijaniu i pewności rodziców.

 

 

I na koniec rodzicielstwo bliskości

 

Moja historia zagłębiania się w rodzicielstwo bliskości zaczęłam się od Jean Liedloff i jej “W głębi kontinuum”. Być może zetknęliście się z tą książką, krótko o niej pisałam tutaj. W każdym razie rzecz o noszeniu dziecka blisko siebie przez cały dzień (w chuście), po czym o wspólnym spaniu.

 

Jednak za twórców rodzicielstwa bliskości uważa się Williama i Marthę Searsów. Zapewne o nich słyszeliście. Napisali sporo książek, w tym “Księgę Snu.” Na czym ma polegać usypianie bliskościowe? Pisałam o tym tutajW skrócie to podążanie za dzieckiem. Chusty, wspólne spanie i zasypianie przy piersi.

 

Być może część z Was się zdziwi, ale metoda bliskościowa również ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Część zwolenników jest wręcz fanatykami, którzy nie dopuszczają możliwości innego wychowywania dzieci, przekonując, że to jedyne i właściwe. Może takich znacie? Część zwolenników bierze z tego podejścia to, co im pasuje. A część jest zdecydowanie przeciwko.

 

 

Podsumowanie

 

Mam nadzieję, że teraz już wiecie trochę więcej o tym, jakie są podejścia do usypiania dzieci. Oczywiście wymieniłam tylko część z nich i podział przeze mnie przedstawiony jest subiektywny. Wierzę jednak, że pozwoli lepiej się Wam odnaleźć w tym gąszczu informacji.

 

Może brakuje Wam w tym poście konkretnej informacji, które podejście uważam za najlepsze? Które sama polecam i stosuję?

 

Co do pierwszego pytania to powiem Wam, że najlepsze podejście jest takie, które pasuje całej rodzinie. I już. I rodzicom i dziecku.

 

A które ja polecam i stosuję? Zachowam się trochę jak Szeherezada w Baśniach 1000 i 1 nocy i opowiem o tym innym razem 🙂

 

 

Słodkich snów,

Weronika

PODZIEL SIĘ ZE ZNAJOMYMI
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Prezent dla Ciebie – całkowicie za darmo!

"5 kroków do snu"

  • Twoje dziecko nie chce spać?
  • Szukasz praktycznych wskazówek?
  • Mamy coś dla Ciebie!